:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
Turystyka, Kabrioletem Gruzji czemu - zdjęcie, fotografia

Husaria Rally to charytatywny rajd starymi samochodami do Gruzji. Pomysł zorganizwania takiego raju zrodził się w wśród uczestników rajdów Złombol którzy chcieli pojechać dalej trudniej i inaczej. Ogólnie wiele rzeczy chcieli zrobić inaczej niż Złombol.

Na czym polegała charytatywność rajdu ? Każda z załóg musiała zebrać minimum 1500 zł na rzecz Organizacji Pożytku Publicznego. Organizacji uzgodnionej z organizatorem. Było to takie wpisowe każdej załogi. Datki zbierało sie przez wpłaty bezpośrednio na konto organizacji. Nasza załoga Boruta Team - Mobilna Baza Rebeliantów zbierała na fundację Pro Spe z Rzeszowa. Fundację Ks. Macieja Gierula która wspiera niepełnosprawne i ubogie dzieci w Gruzji. A takich tam nie brakuje.

Ponadto każda z załóg juz według własnego uznania zbierała przeróżne rzeczy, dary dla dzieci. Dary te wieźliśmy dla dzieci ze wsi okolic miasta Gori. Były to gry , zabawki, ubrania co kto sam wymyślił. Te rzeczy zabieraliśmy ze sobą i wieźliśmy w naszych samochodach, tak żeby przekazać bezpośrednio na miejscu. Gdzie i co zawieźć to wszystko było organizowane było we współpracy z burmistrzem miasta Gori.

Nasz zespól otrzymał informację że jest potrzebny wózek inwalidzki i takowy wózek podarował nam Hubert Więckowski z Wyszogrodu. Wózek oczywiście został zawieziony i przekazany. Pozyskalismy również czapki i zabawki z firmy PKN Orlen naszego sponsora wyprawy, Karton latarek z firmy Zipp skutery i gadżety z firmy Renault Pasikowski Płock. oraz ubrania i gry od wielu innych darczyńców.

Trasa rajdu wiodła prze cała Europę . Słowację , Węgry, Rumunię, Bułgarię , Turcję ( przez most na Bosforze ) i dalej Turcją do Gruzji. Było to 4 tys. kilometrów w jedną stronę.

Husaria Rally to był najtrudniejszy i najdłuższy rajd charytatywny jaki startował z Polski. Ponieważ ruszał po raz pierwszy wszyscy mieli wiele obaw organizacyjnych . Mieliśmy wiele obaw szczególnie o Turcję. Turcja to kraj w którym cały czas jest utrzymywany stan wojenny. Kraj muzułmański na styku wojny . A my jedziemy tamjako Husaria Rally. Sama nazwa może w dzisiejszych zaognionych czasach podsycać złe nastroje. Ponadto nasz samochód Renault 19 Cabrio był oklejony w barwy narodowe i to w sposób szczególnie rzucający się w oczy. Na obu bokach samochodu były naklejki z olbrzymią głową orła w barwach narodowych. A na całej masce naklejka z trasą rajdu i wizerunkiem rycerzy Husarii. Nasz samochód wyglądał mocno narodowo. Zresztą my jako załoga prawie cały czas chodziliśmy w bluzach biało czerwonych z napisami Polska. Ot takich kibicowskich. Jak sie później okazało było to bardzo korzystne szczególnie przy kontrolach granicznych. Szalonych ludzi się za mocno nie czepiają .

Wystartowaliśmy 2 września z Warszawy z Bemowa. Praktycznie cala droga w przez Polskę i Słowację w deszczu. A my na dokładkę od początku jechaliśmy z awarią samochodu. Jeszcze przed startem ujawnił sie problem z włączeniem rozrusznika. Na początku szybka diagnoza spalony przekaźnik szybka wymiana i jedziemy dalej. Przecież rozrusznik musi być dobry jeszcze w Gdyni był sprawdzany. Jak się później okazało to automat rozrusznika brał za dużo prądu i kolejne przekaźniki co chwilę padały. Aż do całkowitego skończenia się rozrusznika. Tak więc przez Polskę juz jechaliśmy nie gasząc silnika lub tak ustawiając samochód żeby sie go dało uruchomić na pych. Ponieważ non stop lało a Słowację i Węgry znamy, polecieliśmy szybko za jednym zamachem na Rumunię co by nadrobić trochę czasu na naprawę rozrusznika . Zresztą gdzie w sobotę w nocy można na trasie cos naprawić ? Zresztą "Jak się da to się jedzie dalej". W Rumuni zamiast trasy Transfogorskiej która juz kiedyś przejechałem zamieniliśmy na Transalpinę. Był to naprawdę dobry wybór . Transalpina jest najwyżej położoną drogą w Rumuni . Ma długość 146 km i w najwyższym punkcie osiąga 2145 m . Do tego masa serpentyn i super widoki górskie które warto zobaczyć . W naszym przypadku dodatkowa trudność to brak rozrusznika. Na korzyść musimy zaliczyć wyśmienitą pogodę jaka sie nam trafiła na czas przejazdu Transalpiny. Mogliśmy przeżyć ocieranie się o brzuch chmury i wjazd w nią niczym lot samolotem.
Przy zjeździe z trasy przeżyliśmy super burzę z powalającym się drzewem przed nami no i zdławieniem silnika przy tym. Ponieważ ja byłem kierowcą winowajcą musiałem wyjść z samochodu na ulewę i go pchnąć/ Musiałem robić jako rozrusznik. Nikt nie chciał wyjść z samochodu a my staliśmy na środku drogi i tworzyliśmy korek.

W deszczu uciekliśmy z Rumuni do Bułgarii aż pod samą granice turecką. Mięliśmy dzień zapasu w stosunku do innych załóg co pozwoliło nam poświęcić go na naprawienie rozrusznika. Po odwiedzeniu kilku serwisów i przekazywaniu nas do coraz to innego specjalisty dotarliśmy do głównego speca od elektryki w mieście. Pozostawiliśmy samochód a my mięliśmy wrócić po paru godzinach. I tak się stało . Renia zaczęła sama palić. A my poczekaliśmy na dwie załogi: Żuka i Poloneza . W między czasie znaleźliśmy super knajpeczki z lokalnym jedzonkiem i jeszcze lepsze spanko w malutkim hostelu. Wieczór minął nam na integracji z załogą Żuka "Grzmiacy Rydwan" i Poloneza ." Limbowa najlepsza ulica w Gdyni"
Kolejnego ranka razem wystartowaliśmy na granice Turecką w trzy samochodowym konwoju . Wybraliśmy małe przejście graniczne i szybko nam poszło w sumie jakieś 1,5 h czyli bardzo szybko. Na granicy Tureckiej przechodzi sie 4 kontrole. Tylko Polonez Limbowa miał problemy ponieważ miał ubezpieczenie tzw. Zielona kartę wypisaną ręcznie. Robili jakieś problemy że to nie jest prawidłowo. Nie chcieli go przepuścić. Żądali żeby wykupił na miejscu drugie ubezpieczenie. Po wielu dyskusjach w końcu uznali że to ubezpieczenie może być . W końcu na granicy tez by mu nowe wypisali ręcznie. Ot taka graniczna logika.
Po odprawie mogliśmy pognać na Istambuł . Oczywiście wracając do naszego ulubionego zajęcia wypatrując znowu serwisu samochodów, ponieważ bułgarska robota okazała sie nie za solidna i juz przed przejściem granicznym rozrusznik odmówił posłuszeństwa. Tak więc kontrole graniczną robiliśmy bez gaszenia silnika. A i te nasze 1,5h było super czasem ponieważ były załogi którym ze staniem w kolejce zajęło to ponad 7h.

A Istambuł jak to Istambuł zrobił wrażenie na wszystkich . Mega miasto . Żeby je przejechać to ponad 100km 20 milionowej metropolii z wieżowcami super autostradami i oczywiście w centrum zakorkowanymi. Pozwoliliśmy sobie na wjazd do starego Stambułu i to był niezły samochodowy rolercoaster. Trąbienie , jazda na styk , wciskanie się wszystkich wszędzie i do tego ludzie biegający między samochodami. A my musimy jakoś sie trzymać trzema samochodami w kupie. Mnie tam sie podobało . Jazda szalona.
Po zwiedzeniu błękitnego meczetu i jego okolic ruszyliśmy w dalszą drogę. Pojechaliśmy do miejscowości Adampol po turecku Polonezkoy, tłumacząc na polski "polska wieś" . Wieś założona prze emigrantów z Polski w połowie XIX wieku w trakcie zaborów. Do dziś utrzymuje polski charakter. Do dziś tradycyjnie zawsze wybierany jest Polak na Wójta choć Polaków tutaj jest juz nie wielu..

W Polonezkoy przenocowaliśmy na dziko. I było dziko ponieważ w nocy przyszły pod nasz nocleg dziki. Na szczęści nie zrobiliśmy im krzywdy.

Rankiem ruszyliśmy do Samsun . Przejazd przez góry tureckie. Z rana początek to wyjazd z Istambułu zatłoczona autostradą turecką a później zjazd na zwykłą drogę na tzw krajówkę turecką. Tylko że ta krajówka w żadnym miejscu nie miał mniej niż dwa pasy a często o wiele więcej. Wszyscy nas ostrzegali uważajcie bo jedziecie zwykłą drogą a nie autostradą. Trzeba zwracać uwagę na ograniczenia prędkości. Miasto 50km/h a czasami ciekawe 82 km/h. Drogi w Turcji to rewelacja. Asfalt przepiękny równiutki. W miastach miejscami otoczenie przy drogach wygląda tak jak by mieli konkurs na klomby i kwietniki . Normalnie jak w Ciechocinku, tylko że prze dziesiątki kilometrów.
W Samsun wylądowaliśmy na małym campingu nad samym morzem przy ośrodku olimpijskim. Szkoda że nie było czasu bo można było po śmigać na nartach wodnych.
Kolejny dzień to prawie 600km jazdy turecką super drogą. Cały czas brzegiem morza. Nie omieszkaliśmy z tego skorzystać i kąpiel w Morzu Czarnym uskuteczniliśmy.
Do wieczora dotarliśmy na granice gruzińską gdzie kolejka choć spora w miarę sprawnie sie poruszała. W nocy zajechaliśmy na nocleg do Batumi do hostelu prowadzonego przez przesławnego Polaka Tomka. Tomek to dusza okolicznych Polaków. Każdy Polak który sie pojawi w Batumi musi do Tomka zawitać. Hostel ma swój czaderski i luzacki klimat.

Mnie Tomek na powitanie powalił z nóg okrzykiem "Borutaaa !!!" ściskając i wyręczając browara w garść . Muszę poznać że byłem nieźle miło zaskoczony. Jestem pierwszy raz w Gruzji a juz mnie tu znają. Okazało sie że to moje dziecko które tu było rok wcześniej poznało Tomka i na wieść że ojciec zbliża się do Batumi to na pewno do Tomka trafi. Tomek otrzymał na fb moje zdjęcie i info o mnie i dalej nie trzeba opowiadać. Tak więc wszystkim polecam Tomka i Fredom Hostel Batumi. Jak będziecie to pozdrówcie Tomka od Boruty. Klimat Fredom Hostel rozciąga się na okolicznych Gruzinów.
U sąsiada Gruzina w mikroserwisie zostawiliśmy naszą Renię Cabrio na naprawę rozrusznika. Naprawa się udała i w końcu nasze auto odzyskało sprawność. Sam proces naprawy wymaga oddzielnej opowieści. Serwisowanie i naprawy Gruzji to jest klimat i wyzwanie.

W każdym bądź razie Renia z Batumi wyjechała super sprawna i gotowa do jazdy do naszej mety rajdu do Uplisciche koło Gori. Trzeba się było tylko przebić przez szalejących na drogach Gruzinów.
Motoryzacja w Gruzji to kolejny dłuższy temat. W skrócie tylko powiem tak Gruzin musi być zawsze pierwszy. Planowanie ma na 2 metry. Samochody nie przechodzą okresowych przeglądów jak u nas. Więc skoro jeżdżą to się nadają do jazdy. Ubezpieczeń obowiązkowych nie ma . W zasadzie to taka wolność na drodze. W tym szaleństwie jest metoda. Dużo sie trąbi . Kierunkowskazów sie prawie nie używa ale i tak wszyscy wiedzą kto i gdzie jedzie. Trzeba jechać zdecydowanie i czytelnie. Mnie się po Gruzji jeździło bardzo dobrze. I co jeszcze wszyscy uczestnicy rajdu zwrócili uwagę. Żadna z załóg nie widziała wypadku w Gruzji, a na drogach się naprawdę dzieje.

Na metę Uplisciche dojechaliśmy wieczorem. Burmistrz Gori urządził nam poczęstunek i gruzińską muzykę. Mieliśmy prawdziwy gruziński wieczór. Na co my im z naszych gardeł przekazali polska muzykę.
Kolejnego dnia wypakowaliśmy dary które były przywiezione dla dzieci w Gruzji. Każdy z przeróżnych zakamarków wyciągał dobra. Składaliśmy na kupę by później to zawieść do dwóch przedszkoli.
Dzieci jak to dzieci, urządziły nam przedstawienia z gruzińskimi tańcami. Maluchy były tak sympatyczne że serce się ściskało na ich widok. Jadąc do przedszkoli zobaczyliśmy ich wioski. Są to naprawdę biedni ludzie a pomimo tego bardzo gościnni. Wracając z przedszkoli mieliśmy problem przejechać przez wieś. Zapraszali nas do domów, częstowali na drodze.
Wieczorem jeszcze jedna z załóg przywiozła laptop dla jednego chłopca w Gori. I to z ostatnim noclegiem na mecie było zakończeniem rajdu. Po tym rano wszyscy się rozjechali na indywidualne zwiedzanie i krążenie po Gruzji. Ale to juz temat innej opowieści.

Paweł Kłobukowski (Boruta)

 

Złącze magnetyczne zasilania 12V lub 24V - zastosowanie Policja , Samochody Strażackie

Kabrioletem do Gruzji - czemu nie ? komentarze opinie

Dodajesz jako: |


Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Skuter Elektryczny trójkołowy

Nowy Skuter elektryczny trójkołowy o mocy 800W ZIPP E-SCOOTER Może służyć osobom starszym i niepełnosprawnym. GWARANCJA 12 MIESIĘCY. Skuter jest..


Zobacz ogłoszenie

Skuter Elektryczny Volteno Lux

owy Skuter Zipp Volteno Lux Najnowsza wersja bardzo dobrej jakości i dobrej ceny skuter elektryczny z bateriami litowo jonowymi Akumulator łatwo i..


Zobacz ogłoszenie

Sprzedam działkę budowlaną w

Sprzedam działkę budowlaną w Miszewie Murowanym, 1573 metry, uzbrojoną, 65 zł. za metr. Wiadomość tel. 509 113 713.


Zobacz ogłoszenie
Reklama


 Reklama


25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez e-wyszogrod.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

Boruta Motors Paweł Kłobukowski z siedzibą w Wyszogród 09-450, Rębowska 66

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"